Czy dziecko ma do tego prawo…?

Moja córka bawiła się z sympatycznym rówieśnikiem na placyku zabaw, zaaranżowanym w centrum handlowym, a ja, siedząc na ławeczce przeznaczonej dla rodziców, przeglądałam aktualne wiadomości.
Przestrzeń do zabawy była niewielka, więc siłą rzeczy docierały do mnie fragmenty dziecięcej rozmowy.
„(…) to tajemnica” – usłyszałam głos córki, odpowiadającej chłopcu na jakieś pytanie.
„Tajemnica?”-podchwycił chłopiec i stwierdził– „Dzieci nie mogą mieć tajemnic”
„Kto ci tak powiedział?” słyszę głos córki.
„Mój tata” pada odpowiedź.
„Wiesz, twój tata nie ma do końca racji” zaczyna moja debiutująca w roli rewolucjonistki córka.„Dzieci MAJĄ PRAWO mieć swoje tajemnice. Nie powinny tylko ukrywać przed rodzicami, gdy dzieje się z nimi coś złego, albo mają jakieś kłopoty”
„Naprawdę?” pyta kolega.
„Na sto procent”.
„To ok, jak na sto procent”.

Myślę sobie o córce w duchu „brawo Ty!” i zaciskam wargi, żeby powstrzymać się od swoich dygresji i wtrącania w tę rozmowę. Dzieci same załatwiły sprawę.
Ale żeby nie było tak słodko i różowo…
W ubiegłym tygodniu, w jednej z miejskich bibliotek pojawiła się wystawa prac dzieci z przedszkola mojej córki. Oczywiście wybraliśmy się ją obejrzeć. Dzieła dzieci piękne… , a biblioteka, którą przy okazji zwiedziliśmy, przeurocza; jak przystało na książko-maniaków (cała nasza trójka), zaczęliśmy buszować między półkami. Dział książek dla dzieci jest bardzo dobry, starannie zebrane zasoby, natychmiast zauważyłam znajome tytuły i serie, zaczęłam namawiać córkę na ich wypożyczenie:
„Zobacz Kochanie, jest tom Hani Humorek, którego nie znamy!”, „O! „Basia w bibliotece”, jedyna część, której nam brakuje i w dodatku… W BIBLIOTECE, jak my – zakładamy kartę i wypożyczamy??” pytam niemal w euforii.
„Nie chcę.” odpowiada po chwili Honia.
„Nie chcesz, córeńko? Zobacz, ile świetnych książeczek, ile będzie czytania”-zachęcam, i widzę kątem oka jak mąż trafia na istne hity w poddziale „paleontologia dla dzieci”
„Nie chcę.” powtarza moje dziecko.
I teraz mam dwie myśli, po pierwsze „jak to nie?”, kocha książki, jest super okazja, by zainaugurować członkostwo w bibliotece, o której idei Honia wie, okazja by opisać z dumą babciom i dziadkom, jak to wnusia stała się już członkiem instytucji czytelniczej, i w ogóle…
…i druga myśl:
„Zaraz… to JA chcę, by zapisać Ją do biblioteki. JA chcę tym się pochwalić…
ONA NIE CHCE.
I MA DO TEGO PRAWO.
Ochłonęłam.
„Dobrze córeńko. A obejrzymy jeszcze trochę książeczek?”
„Pewnie, że tak”.
I obejrzeliśmy. I o dinozaurach, i o Hani Humorek. I inne także. A potem wróciliśmy w dobrych nastrojach do domu.
Pozostało tylko pytanie „Dlaczego?”
I oczywiście, wróciłam do sprawy bibliotecznej nieco później.
„Powiesz mi Honiu, dlaczego nie chciałaś zapisać się do biblioteki?”
„No dobrze…Podobała mi się Hania Humorek i podobało mi się wydanie Plastusia inne niż to moje, miało inne obrazki. I chciałam te książki… ale wiedziałam, że jak weźmiemy je do domu i przeczytamy, to ja je pokocham… i nie będę chciała potem ich oddawać do biblioteki. Wyobrażasz sobie, że pokochasz coś, a potem to oddajesz?”
Przełknęłam gulę w gardle.
„Kochanie… masz rację. A może będziemy chodzić do biblioteki, by tam oglądać książeczki? Bez wypożyczania?”
„Dobrze!”
I tak to jest z prawami dzieci… w teorii brzmią jasno, są logiczne: prawo do imienia i nazwiska, do tajemnic i marzeń, do zabawy, do odpoczynku, do emocji, do zycia bez przemocy, do własnego zdania, do opieki lekarskiej, do jedzenia, do nauki. W praktyce, wychodzi jednak… ich złożoność i wieloznaczność, nie są już takie oczywiste, a na pewno nie tak łatwo ich przestrzegać nam, dorosłym. Bo, czy na przykład, prawo do jedzenia pozwala dziecku odmówić jedzenia, jeśli nie ma na nie ochoty?, czy prawo do emocji, oznacza, że może tupać i krzyczeć? A prawo do własnego zdania, pozwala nie zapisać się dziecku, które kocha książki, do biblioteki…?
Mistrz Korczak o Prawach Dziecka, uczy nas tak:
Wzywam o magna charta libertatis, o prawa dziecka. Może ich jest więcej,
ja odszukałem trzy zasadnicze:
1. Prawo dziecka do śmierci.
2. Prawo dziecka do dnia dzisiejszego.
3. Prawo dziecka , by było tym, czym jest.
[w 1929 roku dodane:]
…pierwszym, niespornym jest prawo dziecka do wypowiadania swych myśli, czynnego udziału w naszych o nim rozważaniach i wyrokach. Gdy dorośniemy do szacunku i ufności, gdy samo zaufa i powie, co jest jego prawem – mniej będzie zagadek i błędów.
A teraz trzeba słowa te przeczytać raz jeszcze.
I wyruszyć w drogę…
PS
W niezwykle ważną Podróż przez Prawa Dzieci, warto wybrać się z przewodnikiem. Polecam w tej roli książkę Joanny Krzyżanek: „Dzieciaki z ulicy Tulipanowej, czyli prawa małych i dużych”, Wydawnictwo Jedność 2015.
Publikację objął patronatem, honorowym Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak

